09-02-10

Hymn Architektów

Wiosna (a co! U mnie już wiosna!!) nie jest może porą na gromadzenie zapasów. Spiżarnie zaczynają świecić pustkami a my staramy się pozbyć tego co z owych spiżarni w zadziwiający sposób przepełzło na nasze "boczki". Niemniej dopiero teraz znalazłam czas na dokończenie skrzyneczek owocowo-warzywnych.
Włala...


ps. Nie wiem czemu, ale prześladują mnie ostatnio piosenki z filmów Disneya. Szczególnie ta, którą nazwałam hymnem architektów. Pasuje, nieprawdaż?

08-02-10

Jelenie czekają na ocieplenie

Przynajmniej jeden. W moim ogrodzie.
Za sprawą Nessy- na moim blogu prawdziwa wiosna. Poprzedni szablon, który projektowała specjalnie dla mnie, pomroczność ogarnęła wraz z awarią komputera. Jednak na jej blogu wyszperałam inny - równie smakowity. Dziękuję!
A poza tym, reliefów ciąg dalszy....


Jelonek zdecydowanie czeka na roztopy. Nawet kabelka od lampek nie mogę w tym śniegu znaleźć.

03-02-10

Przepis na wiosnę

Może nie zupełnie na WIOSNĘ ale w każdym razie, po takim keksie rumowym ciepło, oj ciepło się robi i weselej na sercu i duszy (tym bardziej, że przed pieczeniem należy koniecznie ów rum wypróbować, czy aby na pewno dobry.
Na prośbę Jolinki - cytuję za "Werandą Country":
Keks rumowy.
1 1/2 szklanki mąki

szklanka cukru
cukier waniliowy

kostka masła

4 jajka

kieliszek rumu
1 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

1 1/2 szklanki bakalii.

Sparzone rodzynki zalewamy rumem. Bakalie kroimy. Mąkę przesiewamy i mieszamy z proszkiem do pieczenia. Miękkie masło ucieramy na puch z cukrem, dodajemy cukier waniliowy i kolejno po jednym jajku. Wlewamy rum z rodzynek a rodzynki dodajemy do pozostałych bakalii. Do masy wsypujemy mąkę i delikatnie m
ieszamy. Bakalie oprószamy mąką i dodajemy do ciasta. Formę keksową wykładamy papierem do pieczenia. Ciasto pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180 st. przez około godzinę.

I jeszcze herbaciarka - tym razem bez reliefu a z ręcznie malowanym ornamentem.

02-02-10

Energetyka wiosenna

W moim obecnym stanie pozytywnego doenergetyzowania wiosennego nie można mi dawać nic do czytania. Jest bowiem więcej niż pewne, że coś tej lektury wyniknie. No...ale po kolei.
Mały znów siedzi w domu. W wyniku tego, moja pracowania została chwilowo odstawiona na boczny tor. Mały rośnie ani chybi na MacGivera albo Indianę Jonesa, więc wymaga ode mnie 100% uwagi w imię "chroń dziecię i mienie swoje". Ile jednak można patrzeć w jeden punkt choćby i najbardziej ruchliwy?(to nie było pytanie do sędziów tenisa). Szukam więc sobie niezbyt absorbujących zajęć dodatkowych. Wczoraj posegregowałam zabawki Małego. Udało mi się nawet niepostrzeżenie wytaszczyć do garażu całkiem przyzwoity karton tych, które przegrały konfrontację z pomysłowością mojego destrojera. Dziś postanowiłam popracować nad odchwaszczeniem mojej artystycznej duszy i zasiadłam do przeglądania ostatnich numerów "Werandy".Traf chciał, że na pierwszy ogień poszedł nr. grudniowy. Dotarłam do szóstej strony (czyli do początku pierwszego artykułu) i popędziłam do kuchni w celu krojenia bakalii. Co z tego, że Święta Bożego Narodzenia tak jakoś za rok dopiero? Lubię keks i natrafiłam właśnie na bardzo ciekawy przepis ( z rumem). HA. Koniec czytania!

Psiakrew różyczek ciąg dalszy...tylko lekko mi się zmroziły pod śniegiem i kolor zmieniły;p
ps. Keks wyszedł przepyszny... strrasznie rumowy. Ale nie moja wina, bo w przepisie podano "wlej kieliszek rumu". O wielkości kieliszka nikt nic nie wspomniał;p
Mam jeszcze odłożoną "Rio Anaconda" Cejrowskiego. Trochę się boję, bo a nuż po lekturze owej wyruszę do Amazonii z lodówką na plecach?

30-01-10

Kosiarka do...śniegu

Chyba na dobre zakopałam zimowe szarości i powróciłam do wiosennych kolorków. No powiedzmy - jesiennych, ale przecież nie mogę sobie tak "na hura" zafundować szoku termicznego. Powooolutku.
Szafka na klucze - musiałam odkurzyć moje lawendowe motywy.
Ramka - połączenie reliefu i decoupage. Wszystko delikatnie cieniowane patyną olejną.


Teraz o nowym nabytku. Mój luby kupił sprzęt do odśnieżania. Co z tego, że pod koniec zimy- nie każdy ma refleks. Sprzęt owy to bynajmniej nie łopata, tylko coś, co nazwałam "kosiarką do śniegu". Od standardowej kosiarki do trawy różni się tylko tym, że jeździ nie po trawnikach a po chodnikach. Mąż od wczoraj prowadza toto po podwórku bacznie się rozglądając czy aby wszyscy sąsiedzi widzą. Ma taką frajdę, że gdyby nie padało, to by chyba z ulicy śnieg przez płot przerzucał...

29-01-10

Krecik dla Malutkiej Niny

Z najserdeczniejszymi życzeniami dla malutkiej wielbicielki Krecika.
Mam nadzieję, że szybko dotrze do adresatki.
Lubię łączyć technikę decoupage z odręcznym malowaniem. Lubię Krecika. Lubię decoupage dla dzieci. Tak więc zrobienie tej wizytówki sprawiło mi dużą frajdę. Miałam tylko dwie wytyczne:
1. ma być Krecik ten co na etui do okularów
2. nie ma być RÓŻOWEGO
No to wyciągnęłam zielenie wszelakie i się rozmalowałam wiosennie.
a poniżej wspomniane etui:

26-01-10

Wróbelki i inne drobie.

I znów ośnieżyło mi okna w pracowni. Od czasu do czasu spoglądam na nie ukradkiem czy aby trzeszczeć nie zaczynają. Chyba będę musiała męża poprosić, żeby nimi wstrząsnął solidnie i trochę światła wpuścił do mojej jaskini. Kury jak wiadomo bez dostępu do światła się nie niosą...a i sam człowiek taki jakiś nerwowy w ciemnościach.
cd kompletu drobiowego...

Rozpuściłam moje skrzydlate"drobie" zaokienne. Nie dość, że gotuję im muesli w formie smalcowego energizera to jeszcze robię to na bazie "wyselekcjonowanej karmy dla ptaków". Jak nic wiosną zaroi się od nietuzinkowo ubarwionych wróbli śpiewających jak kanarki. W dodatku takie to się odważne zrobiło, że jeden kamikadze niemal życiem tego nie przypłacił. Chcąc zwrócić moją uwagę tak łomotnął w szybę, że trzeba było jegomościa z zaspy ratować.
Wróbelek jest mała ptaszyna,
wróbelek istotka niewielka,
on brzydką stonogę pochłania,
lecz nikt nie popiera wróbelka.

Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
że wróbelek jest druh nasz szczery?!

Kochajcie wróbelka dziewczęta,
Kochajcie do jasnej cholery!