I znów ośnieżyło mi okna w pracowni. Od czasu do czasu spoglądam na nie ukradkiem czy aby trzeszczeć nie zaczynają. Chyba będę musiała męża poprosić, żeby nimi wstrząsnął solidnie i trochę światła wpuścił do mojej jaskini. Kury jak wiadomo bez dostępu do światła się nie niosą...a i sam człowiek taki jakiś nerwowy w ciemnościach.
cd kompletu drobiowego...Rozpuściłam moje skrzydlate"drobie" zaokienne. Nie dość, że gotuję im muesli w formie smalcowego energizera to jeszcze robię to na bazie "wyselekcjonowanej karmy dla ptaków". Jak nic wiosną zaroi się od nietuzinkowo ubarwionych wróbli śpiewających jak kanarki. W dodatku takie to się odważne zrobiło, że jeden kamikadze niemal życiem tego nie przypłacił. Chcąc zwrócić moją uwagę tak łomotnął w szybę, że trzeba było jegomościa z zaspy ratować.
Wróbelek jest mała ptaszyna,
wróbelek istotka niewielka,
on brzydką stonogę pochłania,
lecz nikt nie popiera wróbelka.
Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
że wróbelek jest druh nasz szczery?!
Kochajcie wróbelka dziewczęta,
Kochajcie do jasnej cholery!