7 mar 2012

Piołun w cukrze

Najpierw cukier:




Teraz piołun.

Mam wielkie ambicje napisania bardzo mądrego felietonu, ale pewnie na dobrych chęciach się skończy.

Kreatywność. Wam akurat nie muszę ani wyjaśniać znaczenia tego słowa ani też rozwodzić się nad cudnym uczuciem gdy to co wymyśli głowa zostaje przyobleczone w formę przez nasze dłonie. Akurat kącik jaki przez zasiedzenie uznaję za swoją własność jest właśnie tym elementem przestrzeni, gdzie co i rusz napotyka się ludków co w ten czy inny sposób ubarwiają rzeczywistość. Zdjęcia, mini i wielkie dzieła plastyczne, wiersze...Tylko czy nie jesteśmy ostatnimi z gatunku?

Mam nadzieję, że nie, choć na każdym kroku kreatywność naszych dzieci jest tłamszona w najbardziej okrutny sposób.

Zabawki...

Kiedyś. Golasek będący obiektem zazdrości połowy koleżanek mimo, że nie sikał, nie robił kupy, nie wołał mama i etc. Błąd. Robił to wszystko i jeszcze więcej. W naszej wyobraźni.

Dziś. Cyborgowaty twór rodem z książki „MOMO” i dokładnie tak samo działający. Dziecko nie musi myśleć. Ma się bawić, a zabawa polega na spełnianiu zachcianek mówiącej, sikającej i srającej lalki. I niby to uczy życia. Przepraszam, ale wątpię.

Tak. Jestem zła. Bo „bezpieczne” reklamy zapraszają moje dzieci do gry pt „Nie myśl. My zrobiliśmy to za ciebie”. Nawet Lego coraz częściej raczy nasze pociechy „gotowcami” wychodząc przed orkiestrę, nim maluch z posiadanych klocków wykombinuje coś innego. Biznes jest biznes.

Tak. Jestem rozgoryczona. Dziecięca kreatywność przegrywa z potrzebami rynku i ciasnymi umysłami dorosłych (czemu aniołek nie może być czarny?!), decoupage przegrywa z „azją okazją”, erotyka przegrywa z pornosami, etyka ze sztuczną błoną dziewiczą, którą można kupić na allegro.

No dobrze.

Pokrzyczałam sobie.


Oooommmm....Wdech...wydech...

29 lut 2012

Wiosna?

Mały, wpatrzony z filozoficzną zadumą w chłostane śniegodeszczem szyby:
-Czy ta wiosna skończyła się już zaczynać?

No właśnie?



Ponoć można tańcem słońce przywołać. No to już! "Ewrybady" (podkasuje kieckę)




26 lut 2012

Zasadnicza różnica

Osoby:
M - Mały (lat prawie 7)
J - Jarosław (lat...No. Powiedzmy: mężczyzna w sile wieku)
M: (wkurzony niemal do nieprzytomności. Zajadły i zapiekły w młodzieńczej wściekłości)-Jestem chłopczykiem!
J: -Taaaaak?! Jesteś pewien? Naprawdę? A skąd wiesz? A może jesteś dziewczynką?
M: (wyniosłe spojrzenie, ton wszystkowiedzącego) -Jestem chłopczykiem! Bo nie zmieniam bez przerwy swojego zdania!

Podrasowane nieco pojemniczki z Ikei:



Łazi za mną:

14 lut 2012

14 - 02 - 12 = O

Romantycznie.


Kochane!
Dostałam już wszystkie przesyłki. Bardzo dziękuję! mam nadzieję, że dotarły do Was e-maile bo trochę poczta zwariowała.
Elu, Bogaczko,Agnieszko, Edytko,Ewo, Agatko i Beatko! W tym tygodniu materiały pojadą do Fundacji. W tej chwili jeszcze stoją w mojej pracowni, bo w świetlicy nie działa ogrzewanie. Nie chciałabym, żeby to wszystko zwilgotniało.
Dziękuję! Dziękuję raz jeszcze!
Gdy tylko zrobimy pierwsze prace nie omieszkam zaprezentować :)

A teraz jeszcze walentynkowo. Bo czemu nie?
Można i bez kiczu... Można tak...Prawda?


10 lut 2012

Prewencja

Graficznie.

-Masz jeszcze ten rysunek smoka który ci dałem? -Młody wychynął ze swej jaskini.
-Mam a co?
-Bo mi potrzebny. Gdzie jest?
-Chyba w szafce w sypialni, poszukaj. -na biurku miałam stos zdjęć do skanowania i nie bardzo chciało mi się przerywać pracy.
-Wiesz...po szafkach w twojej sypialni to ja wolę sam nie łazić...-mruknął Młody z lekką paniką w głosie a mi natychmiast przypomniała się pewna reklama Ikei...



....i pospiesznie poszłam sama ów rysunek namierzać....Na wszelki wypadek....

8 lut 2012

Fortepian

-Mamooooo, kup mi fortepian!
-Że co? -dotychczas zestaw życzeń wyglądał nieco inaczej. Bakugany, Vilofaktory*,pociągi. Ale FORTEPIAN? -Po co ci fortepian, skarbie? -nie ma to jak dociekliwa matka. A nóż widelec mam w domu muzyczny talent, który właśnie postanowił się objawić czymś więcej niż ponurym buczeniem pod zamkniętym na zamek szyfrowy kredensem ze słodyczami.
-Do makiety!
-Ekhem? -nagle obiad przestał być taki ważny i moja głowa wyjrzawszy z kuchni baczniej przypatrzyła się Małemu.
Mały siedział przy stole i oglądał album z makietami kolejek elektrycznych. Doooobra...
-Ale po co ci fortepian do makiety?
-Bo góry chcę zbudować....
Jaaasne...Mój umysł, mimo starań jakoś nie chciał zaskoczyć na właściwe tory, natomiast oczęta progenitury patrzyły na skonsternowaną matkę z lekkim niesmakiem.
-No nie wiesz, że na makietach góry są robione z fortepianu? -wyjaśnił oburzony ignorancją maci rodzonej.
Umarłam. Trochę trwało, nim pani architekt wyjaśniła swojemu dziecięciu różnicę między styropianem a fortepianem....

*za pisownię redakcja nie odpowiada


W następnym wpisie - podsumowanie akcji "paczkowej ", ale już teraz: KOCHANI! Bardzo, Bardzo Wam dziękuję w imieniu dzieciaków z Fundacji.