13 lip 2010

Rozdział 11

"(...)Znad portu powoli spłynęła mgła. Otuliła mlecznymi pasmami domy, tak jakby morze wyciągnęło ręce, podstępnie zagarniając zasypiające miasto. Wysoko, nad uśpionymi ulicami kołował potężny cień. Szerokie, błoniaste skrzydła powoli i cicho zagarniały powietrze. Złote oczy o pionowych kreskach źrenic spokojnie patrzyły w dół, prosto na karczmę przycupniętą przy murach. Smok wysunął rozwidlony język smakując wilgotne powietrze. Błysnęły obnażone kły. Smagły pysk pokryty drobną, zieloną łuską rozciągnął się w uśmiechu, gdy do umysłu istoty dobiegło echo emocji jednego z mężczyzn siedzących w alkierzu karczmy. Parsknął, filuternie mrużąc powieki. –Tego nie spodziewał się nikt! -pomyślał rozbawiony. Zatoczył nad zajazdem jeszcze jedną pętlę i wzbijając się wyżej, majestatycznie odleciał na południe."


12 lip 2010

Przed bitwą.

Przygotowania do wielkiej bitwy trwają. Wczoraj byliśmy z przyjaciółmi na inspekcji obozu wojsk Wielkiego Księstwa Litewskiego. Przegląd wypadł pomyślnie. Myślę, że wynik bitwy pod Grunwaldem jest z góry przesądzony. Nie wiem jak wy, ale ja coś czuję, że Krzyżacy przegrają.
Najbardziej dziwiło mnie to, że żaden z tych dzielnych wojowników nie poległ od nieziemskiego wprost upału. Żaden też nie zagotował się we własnej zbroi i interwencja w postaci otwieracza do konserw nie była potrzebna. Dzielnie stawali w szranki na turnieju okładając się niemiłosiernie mieczami aż hełmy dzwoniły. Tłum złakniony mocnych wrażeń też się doczekał swojego, gdy jeden z rycerzy musiał ewakuować się z pola, brocząc krwią z nadwyrężonego organu powonienia. Potem dumnie obnosił plaster, będący świadectwem ran poniesionych w czasie bitwy.

No jak potem spokojnie zasnąć? No jak?!

Aż serce mocniej bije, prawda, białogłowy?


Czyżby przesoliła polewkę??

Zabierz to narzędzie szatana kobieto!

Zdecydowany faworyt turnieju łuczniczego(oceniałyśmy oczywiście pod względem stroju)

Kto tu kogo pilnuje?

Obiecałam Wam zdjęcia mojej sukienki. Otóż i ona. Czepliwych uprzedzam, że nie miała być to wierna replika sukni średniowiecznej a jedynie "fantazja na motywach" - mój projekt autorski. Suknia składa się z giezła i sukni wierzchniej.

6 lip 2010

Kąpiel w sianie

Do poniższych rozważań "natychła" mnie Kalina swoim najnowszym wpisem traktującym o urokach lata w ścisłym powiązaniu z sianem i basenikiem dla dziatwy.
Tak sobie pomyślałam, że to niezły pomysł na przydomowy biznes- za wielkie pieniądze serwować kąpiele w sianie. Tak tak... zerknijcie w internet.
(...) "Spróbuj na własnej skórze na czym polega i jak działa ten regionalny zabieg w postaci kąpieli w ziołach i sianie, które pochodzą z najczystszych alpejskich obszarów Północnych Włoch.(...)"
cytat z oferty w jednym z hoteli.
Proszzz prosz.... z Północnych Włoch, bo polski rumianek i macierzanka pewnie parchy powodują u rodzimej arystokracji.
A może to nowobogaccy którym siano (tfu..słoma) z butów wystaje postanowili zrobić na tym interes?
Jako zwierzę wodne, wwanienne i uwielbiające wszelakie wywary kąpielowe zapodam sobie taki cymes. Tylko bardziej "skromnie", bo z siana supraślańskiego- które gwarantuję wam, alpejskie Milki żarły by z lubością.

A przy wieszaczkach lawenda. Też z przydomowego ogródka.

5 lip 2010

Filifionka

Kolejna postać z Muminków, do mojej kolekcji. Dziękuję Ci Wiewiórko, gdyby nie Ty, nie powstało by to etui.
Etui malowane ręcznie, na podstawie obrazka z książki.

(...) Burza dudniła dalej, spokojnie i statecznie. Ale wszystkie niepokojące dźwięki zniknęły, wszystkie wycia, trzaskania, rozsypywanie się na kawałki, spadanie z hukiem i rozdzieranie się. Niebezpieczeństwo było więc wewnątrz domu, a nie na zewnątrz. Filifionka ostrożnie wciągnęła cierpki zapach morskich wodorostów i otworzyła oczy. Ciemność nie miała już tej gęstości jak tam, w salonie. Widziała morską kipiel i pasmo światła latarni przesuwające się wolno wśród nocy. Mijało ją półkolem, wędrowało przez piaszczyste wydmy, gubiło się hen na horyzoncie i znowu wracało. Dokoła i dokoła chodziło to spokojne światło, nie spuszczając oka z burzy. "Nigdy jeszcze nie byłam na dworze sama w nocy - stwierdziła Filifionka. Gdyby tak mama wiedziała..." Zaczęła pełznąć pod wiatr, w dół ku brzegowi, aby jak najdalej odejść od domu Paszczaka. Kotka z porcelany wciąż jeszcze trzymała w łapce, uspokajała ją myśl, że ma coś, co ją chroni. Spostrzegła, iż morze było teraz całe biało-granatowe. Grzebienie fal pędziły na wprost i niosło je jak dym na plażę. Ten dym miał smak soli. Za nią, z tyłu, roztrzaskało się coś wewnątrz domu. Ale nie odwróciła głowy. Skuliła się pod wielkim głazem i szeroko otwartymi oczyma patrzyła prosto w noc. Już nie marzła. Najdziwniejsze, było to, że nagle poczuła się zupełnie bezpieczna. Było to bardzo szczególne uczucie i Filifionka uznała, że jest nadzwyczaj przyjemne. Bo właściwie dlaczego miałaby się niepokoić? Katastrofa przecież nareszcie przyszła. (...)

2 lip 2010

Rozdział 10

Przedstawiam Wam 10 rozdział mojego opowiadania. Przy okazji ...zaczynam powtórną korektę pierwszych stron. Wprowadzę parę zmian - niewielkich ale istotnych dla dalszej akcji, trochę przeredaguję tekst, zmienię sposób narracji.

"(...)Thorn bez słowa złapał go za kołnierz kurtki, szarpnięciem pociągając za podcień kamienicy. –Daj mi ten łuk i dwie strzały! –warknął jednocześnie odpinając pas z mieczem. –Masz! –wcisnął własną broń chłopakowi. -Raven, wy dwaj, natychmiast do Czarnego Kota!
Towarzysz skinął głową w lot pojmując, co chce uczynić przyjaciel. –Uważaj na siebie! –rzucił.
-Och… chędożcie się! –zaklął wściekle Thorn, zarzucając łuk na ramię. Rozejrzał się wokół, lecz wszyscy z napięciem wpatrywali się w miejsce kaźni. Chwytając w zęby drzewce strzał podciągnął się do gzymsu okalającego piętro budynku. Szukając stopami oparcia, przywarł do ściany posuwając się w kierunku kamiennego gargulca. Odbijając się od rzeźby, przerzucił ciało przez okap i pełznąc po dachu wyjrzał zza kalenicy.
(...)"

Muzyczna ilustracja do tej części, dobrana przez mojego starszego syna:

29 cze 2010

Słoneczne witaminy.

Osoby:
Mały (zapatrzony w "Świat wg. Elma")
Ja (tracąca cierpliwość matka)

Ja -No chodź synek na podwórko, zobacz, jaka piękna pogoda.
Mały -Nie. Bajkę chcę oglądać!
Ja -No chodź, słoneczko witaminki daje. Będziesz zdrowy i silny.
Mały -To ja na chwilę głowę przez okno wystawię.

A tak poza tym. Po sąsiedzku pozazdrościli nam tabliczki na drzwiach:

28 cze 2010

Rozkwitały pąki białych róż

Słońce, słońce nareszcie pokazało buzię pyzatą, więc całe dnie siedzę na podwórku i nawet z pracownią przeniosłam się na taras. Wycinam, naklejam, maluję wdychając zapach róż i poziomek.
Karafka na nalewkę różaną - eksperyment z piaskową farbą Rayhera nr620. Farba jest fenomenalna, ubolewam, że piękna struktury i delikatnego opalizowania kwarcu nie udało mi się uchwycić na zdjęciu. W każdym razie wygląda jak morski piasek. Szkło malowałam farbą (3 warstwy) bez podkładu i trzyma się świetnie.


I jeszcze lampioniki, już na własny użytek.

Kolejne róże rozkwitły


Ukręcone własnoręcznie sorbety smakują najlepiej....