Etykiety

Muzyka ciszy (133) decoupage (275) deski (3) etui na okulary (15) ręcznie malowane (13) wianki (10) zwierzęta mocy (11) łapacze snów (5)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą decoupage. Pokaż wszystkie posty

13 maj 2019

Baśń o Kapitanie i kapitańskie etui ;)

Przedświt wymknął się różanymi palcami spod rozfalowanej kołdry horyzontu, nieśmiało opromienił kobaltowe niebo miękkimi pocałunkami zaspanego poranka. Przeciągając się rozkosznie rozłożył na falach połyskujący wachlarz słonecznego splendoru.
Rozgrzane pierwszymi promieniami słońca deski pokładu parowały, niosąc za sobą ciepłą woń smoły i soli. Tak znajomą i kojącą jak zapach domu. Bo przecież statek był domem Kapitana. Na nim dorastał. Na uciekającym spod stóp pokładzie stawiał pierwsze kroki w dorosłe życie, by w końcu przejąć ster z rąk sędziwego ojca, tak jak ojciec przejął go niegdyś z rąk swego rodziciela. Ster i mapę, która podobnie jak statek, przechodziła z rąk do rąk, z pokolenia na pokolenie. Mapa z jedną, jedyną drogą wytyczoną na płaszczyźnie bezkresnego morza. Trasą prowadzącą wprost do Bursztynowej Wyspy odkrytej przez pradziadka Kapitana, na której to zaopatrywali się w złocisto zielonkawy jantar, będący źródłem bogactwa rodu.
Statek w nieposkromionym pędzie uderzył w kolejną falę, drobne krople piany porwane w górę osiadły na włosach Kapitana. Już niedługo powinien ujrzeć cel swej podróży. Wyspę, do której maleńkiego portu zawijał niezmiennie od wielu, wielu lat. Najpierw jego pradziadek, dziadek, potem ojciec...teraz on.
-Ki diabeł...-warknął naraz, marszcząc brwi i przykładając od oczu lornetę spojrzał na linię horyzontu. Tam, gdzie powinien zielenić się upragniony skrawek lądu.
Wyspa zniknęła. Ta ziemia obiecana do której niezmienne kierował ster swego okrętu, ta, która była ZAWSZE odkąd sięgał pamięcią...po prostu przestała istnieć.
Nie pomogło zataczanie kręgów w miejscu, gdzie na mapie znajdował się wyblakły krzyżyk, ani wypatrywanie w odmętach choćby śladu słomianych dachów wieńczących wyspiarskie domy. Szmaragdowa, rozfalowana toń szumiała jedynie tajemniczo, ani myśląc wyjawiać przez ludźmi swego sekretu
Krążyli tak cały dzień. Bezskutecznie. W końcu Kapitan, choć niechętnie, dał znak do powrotu i zamknąwszy się w swojej kajucie wciąż od nowa studiował nieszczęsny fragment mapy pogrążając się w coraz czarniejszych myślach.
Po zawinięciu do stołecznego portu pytał o Bursztynową Wyspę każdego napotkanego marynarza, godzinami wertował księgi w gmachu admiralicji. I nic. Nikt nie potrafił mu odpowiedzieć na pytanie, gdzie i dlaczego zniknął kawałek lądu będący celem wypraw całych pokoleń jego rodziny. W końcu, gdy już kompletnie stracił nadzieję i próbował zgasić smutek w portowej tawernie, karczmarz wskazał mu Smoka wchodzącego do dusznej, zatłoczonej izby. -Ponoć jest najmądrzejszy z mądrych. -mruknął poufale. -Mówią, że zna odpowiedzi na wszystkie pytania jakie tylko zdołasz postawić. Spróbuj, może będzie potrafił rozwiązać i twój problem.
-No tak. -Smok wysłuchał opowieści kapitana, upił łyk grzańca i rzuciwszy na szynkwas kolejną monetę czekał, aż karczmarz ponownie napełni jego kufel. -Można powiedzieć, że twojej wyspie skończyła się homologacja. A może któryś z mieszkańców rozgniewał morskiego Boga i ten unieważnił umowę najmu powierzchni mieszkalnej? Z Takimi Bóstwami lepiej nie zadzierać...
-Jasne. Tylko czemu ja mam przez to tracić? To było moje jedyne źródło utrzymania! Bursztyn z tej wyspy nie miał sobie równych! -Kapitan był zdruzgotany.
-Czy aby na pewno? Sam zobacz. -w pazurzastej łapie zalśniło oczko amuletu. -To bursztyn z Wyspy Przyszłości. Nie ustępuje urodzie temu, który przywoziłeś w swoich ładowniach. Tyle lat pływasz po morzu, z pewnością trafiłeś i na ten skrawek lądu.
-Pływałem zawsze tą samą trasą. -Kapitan wbił spojrzenie w poplamiony blat tawernianego stołu. -Tak pływał mój pradziad, dziadek, ojciec...-wyjął z kieszeni mapę i położył ją przed Smokiem. -Możesz mi wskazać miejsce, gdzie jest ląd o którym mówisz?
-Gdzieś tu. -Smok uśmiechnął się do Kapitana i nieokreślonym gestem przesunął łapą nad kawałkiem pożółkłego papieru. -Jesteś dobrym żeglarzem. Masz wspaniały statek i oddaną załogę. Musisz tylko zrozumieć, że mądrość pokoleń jest jedynie fundamentem, na którym budujemy własny dobrobyt i własne doświadczenie. Znajdziesz wyspę Kapitanie, jeśli tylko przestaniesz się trzymać tej linii wyrysowanej na mapie. 

Lela 
  spectacle case 
 spectacle case 

18 kwi 2019

Biały i czarny wilk

"Jesteś czarnym wilkiem. Obudź się w sobie.
Nie jesteś białym wilkiem, tylko czarnym, bo nosisz czarną sukienkę kontemplacji.
Gdybyś była białym wilkiem, byłabyś bardziej otwarta, skierowana bardziej na zewnątrz.
Ty natomiast biegasz po lesie w poszukiwaniu tego, na czym Ci zależy, a potem wracasz do stada. Zwijasz się w kłębek na słońcu i rozmyślasz o tym.
Jesteś samotnym wilkiem, który boi się być sam.
Wilczy lek oznacza miarę. Wilki są dobrymi matematykami. Jeśli stopisz się w jedno ze swoją magią - ze swoim lekiem - nigdy się nie zgubisz, bo przebiegłaś już wszystkie ścieżki.
To potężna i hipnotyczna magia.
Celem jest moc.
Jeżeli zrozumiesz moc czarnego wilka, to sama uzyskasz taką moc jak on.
Biali mawiają: "nie jestem wężem, nie jestem wiewiórką, jestem kimś ważnym!"
Wszystko bez przerwy rozdzielają.
Na tym polega ich tragedia..."
Adrews V. Lynn

 tarot box 
 Wolf box 
 

5 kwi 2019

Tarotowa szkatułka


Każdy kto wystarczająco długo pracuje z tarotem lub innymi narzędziami dywinacyjnymi wie, jak ważna jest atmosfera, energia którą kształtujemy już podczas samego sięgania po karty. Wyjmowanie ich z pudełka, woreczka w jakim je pieczołowicie przechowujemy staje się początkiem wielkiej, rytualnej magii.
Na zdjęciu moja ulubiona talia - Wild Wood Tarot. Macie jakieś ulubione? 
Lela

tarot card box tarot card box 


25 mar 2019

Pamiętajcie o swoich kwiatach


Ogień w kominku tlił się zaledwie, miękko splatając blask z rozchybotanym płomieniem świecy stojącej na kuchennym stole. Szelest zasypiającego żaru wzdychał raz po raz pieszczony podmuchami wiatru grającego w kominie. Wtórował mu szept pożółkłych stronic przewracanych smoczą łapą.
Księga była stara. Nie tak stara jak sam Smok, ale karmin jej okładki dawno poddał się upływowi czasu i teraz, w dystyngowanie spłowiałej materii trudno było dopatrzeć się meandrów złoceń tytułu.
Zachwycone dziecięce oczy wpatrzone w Smoka, buzie osłodzone kruszonką, otwarte po to, by lepiej słyszeć przedziwne opowieści. Resztki szarlotki upieczonej przez Wieśmę znikające ukradkiem w ustach Sinigera. Zapach żywicy, wosku...i tego szczególnego wieczornego ciepła pulsującego pod kołdrą jesiennych liści. Misterium ożywionej baśni.
Smok czytał...
Dawno, dawno temu, za siódmą górą, w siódmej wsi za siódmym lasem żyła sobie pewna dziewczyna. Nikt nie wiedział jak miała na imię i tak naprawdę chyba nikt się tym nie interesował. Dziewczyna mieszkała w małym domku ukrytym w ogrodzie, którego piękno zachwycało każdego, kto tylko przechodził obok wesołego, zielonego płotku otaczającego obejście. Ileż w nim było kwiatów, ileż kolorów!
Codziennie rano dziewczyna brała ceberek i podążała drogą przez wieś, by nabrać w rzece wody do podlania swych ukochanych kwiatów. Tak i tego dnia, ledwie zaplotła jasne warkocze już biegła piaszczystym traktem ku dalekiej wstążce modrej rzeki, już wracała, dźwigając pełny ceberek.
- Poratuj mnie kochanieńka! -dobiegł ją głos zza płotu chylącego się ku ziemi. -W piecu już rozpaliłam, imbryk chciałam na płycie stawiać a tu wody nie ma, herbaty nie mam jak zaparzyć. -czarnowłosa kobieta zapraszająco uchyliła furtki. -Czasu nie mam do rzeki pobiec, na targ się spieszę a ty pełen ceberek niesiesz, nie ubędzie ci przecież wiele.
Popatrzyła dziewczyna na lusterko wody modro w wiadrze połyskujące, spojrzała na kobietę i uśmiechnęła się ciepło. -Oczywiście, proszę. Napełnij swój imbryk.
Po chwili szła już dalej wiejską drogą, coraz bliżej swego ogrodu, coraz bliżej kwiatów czekających na podlanie.
- Zatrzymaj się ślicznotko! -gospodarz poprawił słomiany kapelusz zsuwający się na krzaczaste brwi. - Widzę, że od rzeki biegniesz a ja jeszcze czasu nie miałem psa napoić. Spragnione zwierzę jeno ozór z upału wywiesiło a mi nijak teraz z domu wychodzić bo na gości czekam. -spojrzał wymownie na ceberek a pies czując zapach wody ślinę z pyska toczyć zaczął do nóg dziewczyny się łasząc.
Uśmiechnęła się jasnowłosa. Psią miskę po brzegi wodą napełniła i podrapawszy chłepczącego zwierzaka po kudłatych uszach, ruszyła ku swemu obejściu. Tylko ceberek coraz lżejszy...
- A niech demony porwą ten upał! -klęła pod nosem sąsiadka, ze złością patrząc na krzak róży z mozołem wspinający się po kratce z deszczułek. -Tyle lat starań, tyle wyrzeczeń. -burczała, mnąc w palcach zwiędnięte listki. -Sama zobacz! -spod gniewnie ściągniętych brwi spojrzała na nadchodzącą dziewczynę. -Jeszcze trochę a całkiem bez wody zmarnieje! Niewdzięczny badyl!
Popatrzyła dziewczyna na umierającą róże, popatrzyła na resztkę wody w ceberku. Podlała usychający krzak.
Gdy dotarła do swojego ogrodu nie przywitał jej wonny kobierzec kwiatów. Nic nie zostało z pysznych barw i radujących serce zapachów. Pozbawione wody rośliny bezsilnie legły na pobrużdżonej upałem ziemi a w ceberku nie została ani kropla ożywczej wody.
- Więc nie należy pomagać innym? -Wieśma zatrzymała znieruchomiały wzrok na Smoku pochylonym nad księgą Smoczobajek.
Ciepłe dłonie Sinigera zamknęły się na ramionach kobiety, zostawiając na wełnianej chuście okruszki szarlotki. - Oni wszyscy wiedzieli, gdzie płynie rzeka. - powiedział cicho.

Lela

ps. Kwiaty. Dla Was. Prosto z Margosiowej chatki. I wcale nie ususzone brakiem podlewania. Pełne słońca, zapachu lata i bardzo pozytywnej energii :D
flower

21 mar 2019

O piórach

"Ptaki od zawsze budziły podziw i fascynację człowieka. Nasi praprzodkowie zazdrościli im sztuki latania, kojarząc ją najczęściej z nieograniczoną wolnością. Sam wygląd wielu gatunków jest niesamowity i inspirujący. Nic więc dziwnego, że życie codzienne obfituje w liczne ptasie symbole. Pióra są nieodłączną częścią symboliki ptaka, czyli związane są z żywiołem powietrza, lotem, lekkością. Najczęściej symbolizują wolność. Pojedyncze piórko może symbolizować gotowość do lotu, a także duchowość, emocjonalność, kreatywność, lekkość. Jednym z symboli pióra jest również ulotność i delikatność.

Pióra charakterystyczne, takie jak, pióro orle, czy też pawie mają też inne, dodatkowe znaczenie. Zazwyczaj przypisuje się im cechy danego gatunku ptaka. Pióra królewskiego ptaka czyli pawia mają symbolizować elegancję i bogactwo. Gołąb symbolizuje wolność i pokój. Bocian zwiastuje wiosnę i bogate plony. Czarne krucze pióro w naszej kulturze symbolizuje śmierć.

Wiele starożytnych kultur wierzyło, że pióra niosą ze sobą historie, mistyczne znaczenia oraz magiczne zaklęcia. W kulturze Indiańskiej każde piórko wykorzystane w pióropuszu Indianina miało swoje szczególne znaczenie i symbolizowało określone osiągnięcia lub cechy. Szczególne miejsce pośród wszystkich piór w kulturze Indiańskiej zajmowały pióra orle, które dla Indian były święte. Nosili je szamani, wodzowie, uzdrowiciele i starsi. Były swoistego rodzaju nobilitacją. Dlatego też pióra orle i nie tylko często symbolizują siłę, honor i męstwo.
Wiele osób wierzy, że znalezione pióro to znak od dobrych duchów, zwykle od bliskiej osoby, której już nie ma z nami."
Cytat pochodzi ze strony Ajdaho

 glasses case 
 glasses case 

19 mar 2019

Dwa oblicza magii


-Po co tak się męczysz? -znajoma przyglądała się jak nakładam na druty oczko za oczkiem. -Gotowy szalik kupisz za parę złotych. W dodatku ładniejszy! -jadowicie błysnęła okularami zza krawędzi filiżanki.
-Szalik ze sklepu nie będzie magiczny!
-Magiczny!? -znajoma omal nie zachłysnęła się herbatą. -Co jest magicznego w zwykłym kłębku nitek!?
-Nie widzisz, że w każde oczko wplatam wiosnę? Do każdego dodaję niteczkę uśmiechu, pasemko słonecznego promyka. Robię ten szalik i myślę sobie, jak mięciutko i ciepło będzie temu komuś, kto będzie go nosił. Taka moja magia rytualna. -mrugnęłam do znajomej. -Wcale nie gorsza od tej z pentagramem i czaszką.
Znajoma tylko wzruszyła ramionami i poszła. Do sąsiada. Na pokaz fajerwerków.
***
Magia ma dwa oblicza. Pierwsze, eksplodujące fajerwerkami zaklęć zdolnych poruszyć firmament tylko po to, by pluł ogniem w kulących się ze strachu śmiertelników. Jest władzą, po którą można tak łatwo sięgnąć, mocą rzucającą adwersarzy na kolana, przyginającą do ziemi karki maluczkich.
Drugie szepcze słodkim śpiewem wiatru w nasyconych zielenią gałęziach drzew, śmieje się radością słonecznego poranka, gdy pod dotknięciem opuszka palców nieśmiało rozkwita pąk dzikiej róży. Nie zaprzęga błyskawic do swojego rydwanu. Nie pochyla się nad alembikiem w którym wrze przyszłość przemocą zmieniająca ścieżki czasu. Miesza konfitury drewnianą łyżką i pozwala rosnąć mleczom na trawniku przed domem.
Pierwsza żąda, druga nie ma oczekiwań.
Lela


 druciarka

ps. A napis na magiczne pudełko na druty wymyśliła Jola :D 

15 mar 2019

Zioła Margolotty


Skrzynka z Jaskółczym Zielem wprost z Wieśmowej Chatki. Zioła zbierane na skraju Puszczy Białowieskiej i Knyszyńskiej pachną równie magicznie jak te otulone malachitowym cieniem Prastarej Puszczy.
Z miłością. Dla Was.
Czy wiecie, że korzeń Jaskółczego Ziela był nazywany przez alchemików „kamieniem mądrości” a na Podlasiu po dziś dzień wiedźmy obrysowują drzwi żółtym sokiem glistnika?
Takie to magiczne ziele. Nie tylko na kurzajki ;)

Może urodzi się nowa, ziołowa baśń? Kto wie...

Lela

herbs


herbs



11 mar 2019

Wilcza cisza.

Mówi się, że cisza jest przeciwieństwem hałasu. Nieprawda. Cisza jest tylko brakiem hałasu. Cisza byłaby straszliwym harmiderem w porównaniu z nagłą, cichą implozją bezdźwięczności, która trafiła magów z siłą wybuchu dmuchawca.
Terry Pratchett (z książki Blask fantastyczny)

Po tygodniu chorowania ciężko jest być głośnym filozofem dlatego wilki będą w oprawie z ciszy.
Lela



wolf


wolf