8 cze 2014

Burza. część1

Mówiono potem, że nawet najstarsi nie pamiętali takiej nocy jak ta, która z początkiem maja zakryła osadę rybacką czarnym skrzydłem huraganu. Ukrytym w chatach ludziom zdało się, że żywioły rzuciły się sobie do gardeł wypowiadając wojnę na śmierć i życie. Woda w jeziorze kotłowała się wściekle, gryząc brzeg spienionymi zębami fal, góry strząsały z grzbietów lawiny, bezlitośnie dławiąc źródła i zasypując arterie potoków. Wiatr wył potępieńczo, młócąc ziemię koronami drzew.
Rybacy, choć o świcie pomstowali na psotnika, który rozwieszone na kołkach sieci tak poplątał że mowy być nie mogło o wyruszeniu na połów, teraz, siedząc w bezpiecznym zaciszu chałup, błogosławili owego niecnotę, który życie im uratował. Nie wrócili by cało z połowu. Połknąłby ich rozszalały żywioł, łodzie w drzazgi zamienił.
Nad ranem wszystko ucichło tak nagle, jakby zdyszany świat przystanął dla złapania oddechu i przetarłszy oczy jęknął, widząc ogrom zniszczeń. Gdy ludzie wyjrzeli z bezpiecznego schronienia i zobaczyli szkody poczynione przez nawałnicę miast lamentować do Bogów modły wznieśli dziękczynne. Nie jedną zagrodę wietrzysko poturbowało, nie jedną łódź roztrzaskało o brzeg. Porwane sieci tkwiły smętnie na kołkach, poprzewracane płoty wylegiwały się na trawie usłanej słomą wyrwaną ze strzechy...ale żaden z mężczyzn na jeziorze życia nie stracił, żadnego nie zabrała granatowa głębina. Zniszczenia się naprawi, dachy połata, płoty znów staną dumnie uchylając kapeluszy glinianymi garnkami. To życia zawrócić z drogi nie można i ono najcenniejszym jest skarbem.
Wśród owej radości jeden tylko Rybak rozglądał się niespokojnie po osadzie. Gdy nawałnica zalała świat potokami wody, jego żona u sąsiadki akurat była i tam pewnie upiorną noc przeczekała. Tylko teraz nigdzie nie widział jej czarnego warkocza, nigdzie nie słyszał ukochanego śmiechu.
-Może już starczy wam plotek i pozwolisz mojej żonie do domu wrócić? -zagadał do sąsiadki wypuszczającej z kurnika wystraszony inwentarz.
-Nie było jej u mnie. -zaniepokojona kobieta spojrzała na Rybaka. -Myślałam, że widząc te sine chmury nadciągające znad gór, w chacie z tobą wolała zostać.
Cała wieś szukała zaginionej niewiasty. Przetrząśnięto każdy skrawek okolicy, zajrzano do każdego wykrotu, bosakami przybrzeżne wody gruntowano, psy posłano do węszenia przy kamiennych osuwiskach. Bezskutecznie. Po żonie ślad zaginął.
***
Mijały tygodnie. Dzień splatał się z dniem szarą nicią rozpaczy. Nadzieja na odnalezienie ukochanej żony gasła wraz z upływem czasu, zastępowana dojmującą tęsknotą. Rybak nie wypływał na opromienione słońcem wody jeziora, nie naprawiał sieci, w których wciąż jeszcze smętnie kołysały się wspomnienia nawałnicy. Siedział na progu opustoszałej chaty i patrzył przed siebie niewidzącym wzrokiem. Może łatwiej by mu było, gdyby choć wiedział, co się z żoną stało? Gdzie zginęła? A może to jeszcze ta ostatnia iskierka nadziei, że żyje gdzieś, tylko błąka się po bezdrożach nie mogąc ścieżki do domu odnaleźć trzymała go przy zdrowych zmysłach?
W końcu jakaś litościwa dusza poradziła mu, by do wieśmy żyjącej w Prastarej Puszczy się udał i o pomoc poprosił. Mówili, że potrafi zasłonę mroku spojrzeniem przeniknąć, zobaczyć to, czego inni ujrzeć nie mogą. Może będzie wiedziała, co się z żoną Rybaka stało? Czy żyje czy też śmierć w nocnej nawałnicy poniosła. I poszedł Rybak do Prastarej Puszczy, odnalazł chatkę wieśmy, opowiedział o nieszczęściu jakie go spotkało, błagając o jakąkolwiek radę, gdzie żony zaginionej szukać może.
-Dziwne...-Margo spojrzała na runy rozsypane na blacie stołu. Symbole zdawały się zmieniać, falować, przebiegać z kamyka na kamyk jakby nie mogąc się zdecydować, która odpowiedź jest tą właściwą. -Wygląda na to, że twoja żona i jest i jej nie ma...żyje, ale...-przerwała, gwałtownie zbierając runy i rozrzucając je ponownie. Westchnęła zdumiona, gdy rysunki powtórzyły rozszalały taniec. -Musisz iść do Maga z Gór. -powiedziała, patrząc w zlęknione oczy Rybaka. -Moja władza nie sięga tak daleko w głąb Czasu. Tylko u niego uzyskasz odpowiedź na swoje pytania.
-A ty nic nie potrafisz mi poradzić? -mężczyzna wydawał się przybity i rozczarowany odpowiedzią wieśmy.
-Właśnie ci poradziłam. -drobne dłonie zgarnęły runy do płóciennego woreczka. -Idź do Maga z Gór. 


Autorem obrazu jest: http://ivanvladik.deviantart.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pozostaw uśmiech lub słowo krytyki. :)