4 kwi 2014

Smoczna kuchnia, czyli - strucla śliwkowa.


-To już ostatni! -grobowy głos Smoka sprawił, że Margolota o mało nie zacięła się w palec. Prasnąwszy ziemniakiem do cebrzyka z wodą, obróciła się pospiesznie, gotowa dłonie załamać i w rozpaczy się pogrążyć. Jakież to wieści ponure przyniósł Smok i czemu akurat ze spiżarni?
-To już ostatni słoik śliwkowych powideł...-jęknął rozdzierająco. -Mówiłem, że krasnoludy zrobiły nam podkop do spiżarni. A ty nie chciałaś wierzyć! Wszystko ukradły! Wszyściutko!
-Jasne. -wieśma uśmiechnęła się nieco kwaśno. -A potem ten podkop zasypały tak, że go zupełnie nie widać...
-Oczywiście! -obruszył się Smok. -Krasnoludy to mistrzowie kamuflażu!
-Jak to dobrze, że bakalii nie trzymamy w spiżarni.
-A gdzie? -niewinne pytanie zawisło pod powałą, uczepione czczej nadziei na odpowiedź. Smok szukał rodzynek wszędzie, prócz wygódki. Nawet pod materac wieśmowego łóżka zajrzał, gdy Margolota do wsi pobiegła i dżina z lampy wytrząsnął sądząc, że to on na straży bakalii stoi. Nic. Jak kamień w wodę!
-Schowane. Daj ten słoik. -zabrała powidła i odstawiwszy na stół, sięgnęła po „Smoczną Kuchnię”. -Dodamy do nich trochę magii i będziesz miał słodkości na parę dni.
-Nie samą magią smok żyje...-ponure burknięcie wciąż nosiło w sobie wspomnienie niedawnej traumy wywołanej opustoszałą spiżarnią.
-Ale jeśli magię połączymy z ciastem, kruszonką i powidłami, to wyjdzie z niej coś naprawdę „smokowitego”. Prawda?
-Z kruszonką? -Smok przesunął po kłach rozwidlonym językiem. -Brzmi smocznie. To co ci przygotować?
-750g mąki orkiszowej...-wieśma odnalazła właściwy przepis i przesuwając palcem po tekście, dyktowała kolejne składniki. -2 jajka, 300ml mleka, 90g cukru, cukier z prawdziwą wanilią, połowa miękkiego masła, łyżeczka soli, 24g drożdży...
-A powidła?
-Jakiś ty niecierpliwy. A przecież sam mnie uczyłeś, że nie wolno niczego przyspieszać, że powoli trzeba...
-Ale mówiłem o nauce wieśmowej a nie o żarciu! -zaperzył się Smok.
-Ach, no tak. Faktycznie spora różnica. -Margolota nic już więcej nie rzekła, tylko zabrała się za rozbijanie jajek trzepaczką, powoli dolewając mleko i dosypując oba rodzaje cukru. Kiedy mleczny kogiel-mogiel był już gotowy, wsypała do makotry mąkę, wlała do niej mleko z jajkami, dodała masło, rozczyn i sól. Wyrobiła miękkie, elastyczne ciasto i przykrywszy makotrę ściereczką odstawiła w ciepłe miejsce. Tam, gdzie nie docierały żałosne westchnienia Smoka.
-Kiedy będzie gotowe? -zapytał, zezując na miskę.
-Oj, jeszcze długo trzeba czekać. Teraz będzie rosło ze dwie godziny a potem jeszcze trochę...-Margolota jak gdyby nigdy nic wróciła do przerwanego obierania ziemniaków. Ciasto ciastem, ale mogła się założyć, że Smok w stosownej chwili o obiad też się upomni.
Po dwóch godzinach znoszenia wymownych spojrzeń, zawoalowanych sugestii i coraz bardziej ciężkich westchnień, od których koronkowa firaneczka furkotała jak przy huraganie, wieśma wyjęła ciasto na stolnicę, wyrobiła krótko i podzieliła na dwie części. Każdą z nich rozwałkowała na grubość mniej więcej pół centymetra i na taką szerokość, by zwinięte w dwie strucle prostokąty zmieściły się do blaszki (35 x 28cm).
Obie części rozwałkowanego ciasta suto posmarowała śliwkowymi powidłami i zwinęła je w zgrabne ruloniki układając w blasze w sporej odległości od siebie.
-I do pieca? -z nadzieją zapytał Smok.
-Nie, jeszcze do rośnięcia. -wieśma przykryła blaszkę ściereczką i do małej miseczki odmierzyła składniki na kruszonkę: 100g masła. 20 łyżek mąki, 8 łyżek cukru i cukier waniliowy. Zagniotła to szybko, rozdrobniła i odstawiła na bok. Teraz, gdy strucle podrosły przyszedł czas na element operacji chirurgicznej. Każdy z dwóch wałeczków Margolota nacięła wzdłuż. Głęboko, niemal do samego dna blaszki tak, żeby strucle ładnie rozłożyły się na boki. Posypawszy ciasto kruszonką (tak, tak, dużo tej kruszonki wychodzi) wstawiła blachę do pieca rozgrzanego do 180 stopni. Piekły się niezbyt długo, bo jakieś czterdzieści minut, za to znikły niemal równie szybko, pozostawiając po sobie piękny waniliowy zapach i trochę okruszków.
-Mówiłaś, że będę miał słodkości na parę dni...-mruknął Smok z wyrzutem, oblizując łapy z chrupiącej kruszonki. -Jakieś bajki opowiadasz, moja droga.


8 komentarzy:

  1. Hehe, smok łakomczuch ;) Ale nic dziwnego, skoro wieśma tak dobrze i smocznie gotuje ;) A Ty tak to opisujesz, że ślinka pocieknąć potrafi, od samego czytania :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rodzina mi się zaokrągli przez te wieśmowe przepisy ;)

      Usuń
  2. Przypomniało mi się też, wczoraj bloggera przeglądałam i chyba można zmienić adres mailowy, na który mają przychodzić komentarze ;) Trzeba wejść w projekt bloga, potem po lewo w tej kolumnie w "Ustawienia", a potem w nich w "Komórka i poczta e-mail" i tam będzie widoczne okienko "e-mail z powiadomieniem o komentarzu", gdzie można zmienić adres. Jeszcze tego nie próbowałam, ale kiedyś pytałaś i mnie się przy okazji sprawdzania różnych opcji przypomniało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Sprawdzę i powiem czy działa :)

      Usuń
  3. po przeczytaniu takiego przygotowania to aż się chce piec, tylko trzeba smoka dla umilenia czasu sobie do domu przyprowadzić ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On nie umila...on wyjada rodzynki :D

      Usuń
  4. Moimi ulubionymi śliwkowymi wypiekami są babeczki w Galerii Wypieków. Dla smoka to na jeden ząb. Dlatego zawsze kupuję dwie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale smok ma więcej zębów niż dwa ;)

      Usuń

Pozostaw uśmiech lub słowo krytyki. :)