16 mar 2014

Smoczna kuchnia -czyli „Księżycowa Magia”.


-Nudzę się!
-Inteligentne elfy się nie nudzą! -Margolota siedziała na wysokim progu chaty i patrząc na smętnie oklapnięte uszy elfiątka, zastanawiała się po raz kolejny jakim cudem dała się w robić w opiekę nad szkrabem. Psociło toto po obejściu jak chochlik. Kot zwiał, koza się obraziła a Smok któremu elfie dziecko (korzystając z mocnego snu złotookiego) wymalowało margosiową barwiczką wielkie, sumiaste wąsy, uniósł się smoczym honorem i odleciał w jak się wyraził – bardzo pilnych sprawach.
-Mama mówiła, że jak będę grzeczny, to zrobisz czary! -nadąsał się elfik. -Jestem już grzeczny cały kwadrans a ty żadnych czarów nie robisz!
Wieśma mruknęła coś pod nosem o sztuczkach ze znikaniem, ale podniosła się z cichym westchnieniem i skinęła na malca zachęcająco. -No dobrze. Skoro mama ci obiecała to chodź. Zrobimy księżycową magię.
Elfik podskoczył radośnie i pognał do chaty, zostawiając na schodach kleksy wiosennego błota.
-Ręce! -upomniała Margolota widząc, jak elfie łapki malują ślady na białym obrusie. -To będzie bardzo czysta, księżycowa magia! -dodała, starając się nie zauważyć wody wychlapywanej z miednicy.
-A po co ser? -zielone ślepka ciekawie zajrzały do makotry, do której wieśma wrzuciła pół kilo białego, miękkiego sera.
-To magiczny ser. Z mleka księżycowej krowy.
-Skąd wiesz, że na księżycu są krowy? -zainteresowało się dziecko.
Wieśma westchnęła ciężko, wzbijając w powietrze chmurkę mącznego pyłu. -Kiedyś dwa hobbity śpiewały piosenkę o krowie przeskakującej przez księżyc. No i ona pewnego razu nie przeskoczyła. I została tam. Pasie się na księżycowych łąkach i daje księżycowe mleko.
-A kto ją doi? -długie uszy zastrzygły ciekawie.
-Smok. Właśnie poleciał wydoić księżycową krowę. -Margo uśmiechnęła się słabo. -Możesz mi podać jajka?
-One też są z księżyca?
-Nie. Wystarczy nam magia sera.
-I czystych rąk? -elfik wziął się na palce zaglądając do makotry.
-Tak. Dłonie są bardzo ważne. -powiedziała Margolota z całą powagą. -Masz. Mieszaj. Na razie łyżką. -zestawiła miskę na zydelek
Pół kilo sera posypała 10dkg cukru, dodała jeszcze 2 łyżeczki cukru waniliowego i wręczyła maluchowi drewnianą łychę. Potem, gdy przy pomocy łyżki i wysuniętego na brodę języka ser roztarł się z cukrem, wieśma dodała do masy 4 żółtka, 250ml jogurtu naturalnego, pół kilo mąki, łyżeczkę proszku do pieczenia i łyżeczkę spirytusu.
-A teraz pora na czyste łapki. -zakomenderowała, gdy ciasto stało się zbyt gęste na mieszanie łyżką.
-I będzie magia?
-Jest. Już cały czas się tworzy. -Margolota postawiła na piecu garnek z olejem i umościwszy na ściance naczynia wulkanicznego kameleona, wróciła do elfika zajętego ugniataniem ciasta. -Teraz będziemy robić księżyce. -zakomenderowała i posypawszy stolnicę mąką, wyłożyła na nią ciasto, raz dwa wałkując je na grubość 1cm. Ot, tyle co margosiowy paznokieć.
-Kameleon na garnku zrobił się pomarańczowy! -zaraportował elfik, zerkając w stronę pieca.
-To bardzo dobrze. -uśmiechnęła się wieśma, wykrawając szklanką małe placuszki i przekrawając je na pół. -Jeśli kameleon jest żółty, to znaczy, że olej jest zbyt zimny. Jeśli jest czerwony, to za gorący. Teraz jest akurat taki jak trzeba, by usmażyć nasze magiczne księżyce. -ostrożnie włożyła do garnka pierwszą część pączków i poczekawszy aż się zarumienią z obu stron, wyjęła je na pergamin.
Smok, iście magicznie pojawił się w chwili, gdy Margolota posypywała cukrem pudrem ostatnią porcję księżycowych pączków.
-Kiedy ty doiłeś księżycową krowę, robiliśmy magię z Margosią! -elfik oblizał się od ucha do ucha.
-Kiedy co ja robiłem? -Smok zakrztusił się pączkiem i osłupiały spojrzał na wieśmę.
-Czary mary. -mruknęła Margo, uśmiechając się niewinnie.
A krowa jak to krowa. Pasła się spokojnie na księżycowej łące. 




9 komentarzy:

  1. Coś innego ale równie smacznego upiekł mi i sobie (na urodziny) mój Elf. Też z serem. A takie marudzenie - nudzę się - słyszę od dzieciarni z pobliskiej szkoły jak wpadają po lekcjach do mojego sklepiku. Nie wiem jak można się w tym wieku nudzić. Nigdy się nie nudziłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co pieką Elfy? Podziel się przepisem :)

      Usuń
    2. Kubełek białego serka - musi być przemielony dużo razy . Połowa masełka lekko rozpuszczonego. Garść (duża) jak małe łapki to dwie garstki białej pszennej mąki. Jaj (od kur białych) pół tuzina. Jedno stłuc do misy, w której serek, masełko już czekają. Pozostałe podzielić na żółte i białe nadzienie. Żółte z kryształkami cukru połączyć (tyle łyżek ile żółtek) i ucierać do białości ;). Dodać do serka i reszty i miętosić łapą (łapką) . Wyrabiać, wyrabiać. Szczyptę miałkiej soli dodać. Obok białe części jaj bić, trzepać (też ze szczyptą soli), aż dęba staną i z misy nie będą chciały wyjść. Ostrożnie obie misy połączyć. Do serka raczej dodać. Naczynie do pieczenia pergaminem przed przywarciem wyłożyć. Piec nagrzać z 180 na gazie, mniej w obiegu termo. Można słodkie "robaczki" z winnych gron dodać i z flakonika zapachu jakiegoś . Delikatnie z misy do rynienki ser-nik przelać. I w cierpliwość tak z godzinę się uzbroić jak piec się będzie. Zjada się w niecałą godzinę :)
      Pychota. A smoka pilnować, bo "robaczki" wydłubie.

      Usuń
    3. Zapisuję! I wypróbuję koniecznie. Dziękuję :D
      A przepis podany smakowicie ;)

      Usuń
  2. szkoda ,że już tak późno bo chętnie bym wpadła do kuchni na takie małe co nieco:))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na dobre rzeczy nigdy nie jest za późno!

      Usuń
  3. O mniam! :)
    Już nie moge się doczekac kiedy mój Szkarab będzie ze mną dziłał w kuchni :)
    Uściski

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw uśmiech lub słowo krytyki. :)