17 mar 2014

Sad

Po bałwanie na margosiowym podwórku został tylko dziurawy garnek i marchewka, choć tą zaraz zjadły zające co się w wiosennej gonitwie zapędziły za chruśniak. Słońce spijało przez złotą słomkę ostatnie kleksy śniegu ukryte pod świerkowymi czapami, wiatr psotnik trącał gałązki drzew, żółcąc kałuże leszczynowym pyłkiem. Wiosna rozbuchała się nagle tą całą słonecznością, ptasimi trelami, kępkami zimowej sierści wstydliwie gubionej przez sarny na puszczańskich zaroślach. Aż kręciło w nosie od zapachu rozgrzanej ziemi wymalowanej gwiazdkami przebiśniegów.
Wieśma raz jeszcze machnęła miotłą, wyganiając z izby ostatnie zimowe wspomnienia i kichnęła donośnie, przyprawiając o palpitację serca romansujące w krzakach szaraki.
-Na zdrowie! -odparł życzliwy, znajomy Margolocie głos. -Wiosenne porządki dobrodziejka robi?
-A dziękuję, dziękuję. -wieśma wytarła nos w chustkę wyciągniętą z kieszeni kubraczka. -Smok poleciał rozprostować skrzydła, to korzystam z okazji. -zaśmiała się do staruszka siedzącego na ławeczce przy wieśmowej studni. -Maść na reumatyzm może się skończyła? Czy wiosenna, psotna dróżka przygnała dziadka w moje progi? -odstawiła miotłę i żwawo zbiegła z kamiennych schodków, by się należycie z gościem przywitać.
-Maści jeszcze mam trochę, a jak teraz stare kości słoneczko zaczęło rozgrzewać, to się człek niczym młody Bóg czuje! -staruszek wyprostował się dumnie. -Sad sobie umyśliłem założyć. Na tym polu za stodołą. Będzie panienka miała chwilę to zapraszam popatrzeć a może i zaklęciem wspomóc mateczkę ziemię. Parę jabłonek już zasadziłem, ale sąsiedzi śmiać się zaczęli ze mnie, to dla uspokojenia na spacer się wybrałem.
-Śmiać się? -zdziwiła się Margolota. Zdjęła z ławeczki wiadro studzienne i przysiadła obok miłego gościa wystawiając tak jak i on twarz do wiosennego słoneczka.
Ptaki śpiewały upojone życiem, czas pędził na złamanie karku wygrzebując z ziemi zielone kiełki trawy. Energia aż iskrzyła w przesyconym radością powietrzu.
-No tak. Bo widzi panienka...-staruszek zsunął na nos daszek płóciennej czapki. -Odurniał stary! Mówią. Sad sadzi, choć owoców z niego nie doczeka. -zaśmiał się wesoło. -A przecież jeśli moi wnukowie pod jabłonką siądną, jabłuszko rumiane zerwą to ja w tym jabłuszku będę. W tym cieniu pod drzewem. A jak jeszcze pomyślą o dziadku ciepło, to pokaż mi panienko większe szczęście niźli to, co po naszej śmierci będzie trwało i uśmiech innym przynosiło, kiedy nasze kości dawno w proch się obrócą.
-Cieszyć się z własnej pracy na każdym jej etapie... -Smok wylądował miękko tuż obok pary zasłuchanej w wiosenny świergot. -To dopiero prawdziwa tajemnica tworzenia. -ostrożnie złożył skrzydła uważając, by nie zrzucić kota wygrzewającego się na studziennym daszku. - I kto wie, może jeszcze doczekasz pierwszych owoców ze swoich jabłoni. -mrugnął złocistym okiem do staruszka. -Od margosiowych maści co prawda nos skręca, ale kości młodnieją!




Obraz pochodzi z galerii: http://hank1.deviantart.com/

13 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję... To wspaniały komplement.

      Usuń
  2. Jakie prawdziwe... Anastazję znasz? Bo takie to podobne :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anastazję ze śpiewających cedrów? Nie zrozumiałyśmy się z nią. Choć ją cenię to myślę, że trochę inaczej patrzę na świat. Jest sporo rzeczy jakie nas różni. Może to wina opacznego przekazu jej myśli, ale pewne istotne fragmenty jej "filozofii" są dla mnie nie do przyjęcia w takiej formie, jaką znalazłam w książce. Przede wszystkim stosunek do świata i przyrody. Odebrałam go jako zależność pana i sługi a nie równorzędnych partnerów.

      Usuń
    2. Hmmm... też mam pewne zastrzeżenia, ale dużo ciekawych myśli też tam jest. Fakt, jest mocno antropocentryczna, ale może tak trzeba zacząć, żeby nauczyć ludzi szacunku do natury i miłości do niej? Bo wiadomo, startujemy z przeciwnego bieguna, większość wprost nienawidzi natury. A potem rozwój idzie dalej...

      Usuń
    3. To prawda. Po prostu możliwe, że książki są adresowane do innych czytelników. Dla mnie osobiście miały zbyt dużo dysonansów. Natomiast zgadzam się, że w treści jest wiele naprawdę pięknych iskierek i właśnie dla nich po tą książkę sięgnęłam.

      Usuń
  3. Fajnie dawać coś co daje uśmiech i fajnie zostawiac to po sobie :)
    "Cieszyć się z własnej pracy na każdym jej etapie" O jakie to mądre! Jak to u Smoka ;)
    I bardzo mi potrzebna była ta mądrość, bo pewne etapy niektórych prac niekoniecznie mnie cieszą.
    Uściski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też czasem trudno cieszyć się z bolesnej nauki ;) albo...zapanować nad niecierpliwością. Oj. Z tym drugim to mam największe problemy.

      Usuń
  4. Też od niedawna zastanawiam się co po mnie zostanie i chciała bym zrobić jeszcze coś takiego :)))ale na razie nie wiem co by to miało być:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja sobie marzę, ze może te moje bajki po mnie zostaną...zobaczymy :)

      Usuń
  5. Ojejej podrzuć mi tej maści - od wczoraj boli mnie kolano a dziś i mały palec u lewej ręki - trochę deszczu i kości skrzypią. A jabłuszka są pyszne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To by trzeba do Margoloty niestety. Chociaż...chociaż...w kwietniu jadę na warsztaty zielarskie, to może i nauczę się jakieś smarowidła robić :D
      Tulę skrzypiące kolano.

      Usuń
  6. Witam serdecznie, bardzo przyciągające miejsce, rewelacyjny tekst, doskonale przedstawiony, prawdopodobnie od czasu do czasu odwiedze twojego bloga, gdyż naprawde ogromnie mi się tutaj u Ciebie podoba, salutuję Aga :)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw uśmiech lub słowo krytyki. :)