26 kwi 2010

Zaślubiny

Były zaślubiny z morzem, ja postanowiłam być bardziej oryginalna. Ale po kolei.
Dostałam od rodziców sadzonki irysów. Sześć wypasionych sztuk, które trzeba było upchnąć w ogrodzie. Jako, że za płotem mamy niezbyt inspirujący widok, to postanowiliśmy tam postawić parkan a na tle parkanu irysy będą wyglądać wyjątkowo smakowicie. Przy okazji chciałam jeszcze szpinak posiać. I tu już powinnam usłyszeć alarmowe dzwony. Otóż szpinak zaginął. Zdematerializował się. Amba go wcięła dokładnie i nieodwracalnie. No to pojechaliśmy kupić drugie nasiona a przy okazji zaszliśmy jeszcze do sklepu obuwniczego.
No dobrze. Wróciliśmy.Mąż wykopał dołki, wytaszczył wór ziemi i rozpoczęłam sadzenie. Oczywiście bez rękawiczek - bo jestem z tych osób, które w rękawiczkach NIC nie potrafią zrobić. Szpinak posiałam, iryski posadziłam, wsio podlałam i poszłam grać w Wiedźmina z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku.
Położyłam dłonie na klawiaturze i......BOSZZZZ!! NIE MAM OBRĄCZKI!!
Delikatnie mówiąc, trochę się przejęłam. Zleciałam jak wicher do salonu i zaczęliśmy z mężem wyliczać, gdzie byliśmy tego dnia. Było tego sporo, bo jak na złość przez ten szpinak cholera nas nosiła przez pół miasta.
Smętnie przeczesałam trawię w ogrodzie - nic. Grządka ze szpinakiem - zero. Tyle, że nasionka rozgrzebałam i wyrośnie mi teraz cały rozczochrany i w dodatku z traumą pewnie, bo go niepokoiłam bez potrzeby.
Kiedyś lubiłam bawić się w błotku. Zdecydowanie KIEDYŚ. Wyciągałam irysy z mazi rozgniatając w palcach każdą, najmniejszą grudkę. Dołek po dołku. Sześć sztuk.
JEST!! ZNALAZŁAM! Oczywiście w szóstym....ostatnim. Ale w tym akurat wypadku mógł by być to nawet setny - grunt, że znalazłam!
Morał. Nie, nie ma morału. Nadal będę pracowała bez rękawiczek. Tylko obrączkę zwężę. Co prawda mój ukochany stwierdził, że prościej było by nie obrączkę a palec młotkiem stuknąć. Palec by spuchł, to obrączka by się nie zsuwała....

Komplet dla Amelki:

I trochę "kociego rilaksu"

34 komentarze:

  1. Uwielbiam czytać Twoje posty, Ciebie uwielbiam! Niesamowita jesteś!
    A komplet, jak zawsze zresztą, piękny.

    OdpowiedzUsuń
  2. I teraz co spojrzysz na irysy, to będziesz sprawdzać czy masz obrączkę:))) Szczęście miałaś! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że wogóle się znalazła :) a komplecik Amelkowy cudny, na pewno się spodoba przyszłej właścicielce :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A ja czytając tę opowieść myślałam, że będziesz musiała jeździć po tych wszystkich miejscach, które odwiedzaliście tego dnia. Dobrze, że obraczka się znalazła!!!
    A komplet jest uroczo-słodki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj, znam ten niepokój! Dobrze, że znalazłaś. A "wytwory" jak zwykle piękne, szczęściara z tej Amelki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czarujący komplecik dla maleńkiej Amelki.
    Super,że obrącka nie zaginęła bezpowrotnie. A może wyrosłaby na irysowych płatkach :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Hehe dobre z tym młotkiem ;-)
    Amelkowy komplecik słodziuchny! i kota też słodka...

    OdpowiedzUsuń
  8. Cieszę się że znalazłaś obrączkę, komplecik śliczny:)

    OdpowiedzUsuń
  9. A propos przygód z obrączkami: moja siostra zimą wyszła na podwórko w celu pozbycia się ogryzka - wzięła taki zamach, że z ogryzkiem poleciała również obrączka...w śnieg. Znalazła się - po roztopach :)
    Komplecik śliczny, jak patrzę na niego, to mam ochotę dzieciom takie smyrnąć, chociaż rodziły się jakiś czas temu. Jak Ci te napisy tak równiutko wychodzą??? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale się obśmiałam z tego młotkowanego palca :)))) Niezła historia z tym szóstym dołkiem, podziwiam Cię za determinację! Komplet przecudnej urody - tradycyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Komplet cudny!
    A obrączki nie nosze od lat. Między innymi z powodu konieczności ewentualnego "opukania" palca ;-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hihihi, się uśmiałam :D Całe szczęście, że obrączka się znalazła :) A komplecik dla Amelki jest cudowny :) Gdzie kupujesz taką tabliczkę-zawieszkę? Ładny kształt, bardzo prosty :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Hello!
    I love your blog and yours works!!
    hugs fron Chile
    c@

    OdpowiedzUsuń
  14. Dobrze, że tych dołków tylko sześć było, bo w takich sytuacjach to właśnie w TYM OSTATNIM następuje rozwiązanie.. Cieszę się, że ta urocza historia (bo tak ją opisałaś :-) śmiałam się do siebie ;-) zakończyła się zapełnionym palcem.
    pozdrowienia
    aga

    OdpowiedzUsuń
  15. Doti - ten kształt sama wymyśliłam i mąż mi go wycina ze sklejki.

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobra jesteś :D
    Grunt, że ją znalazłaś (w gruncie ;) ), ale może ją zdejmuj jak idziesz grzebać się w ziemi? Twoją niechęć do rękawiczek podzielam w całej rozciągłości.

    Komplecik bardzo sympatyczny :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Ha dobrze że się znalazła...i dobrze że tylko sześć dołków!!!Komplecik piękny!!!A rękawiczek tez nie cierpię:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Aga, było nie wykopywac, tylko zaznaczyc który dołek, moze by jakies drzewo złotodajne wyrosło :):):)
    Komplet słodki, taki akuratny dla Młodej Damy:)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tez niecierpię rękawiczek..ale akurat do ogrodu zakładam...w czasie pracy zachaczę to o agrest,to o róże ,to berberys mnie pociągnie...i kiedy po skończonej pracy zdejmuję rzeczone gumowce naręczne....paluchy mam czarne jak święta ziemia...:)

    OdpowiedzUsuń
  20. Najważniejsze, że historia dobrze się skończyła i obrączka się znalazła! A Komplecik Amelkowy ZACHWYCAJĄCY :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ależ z Amelki szczęściara, tak piękny komplecik będzie posiadać :)

    Cieszę się, że historia z obrączką zakończyła się pozytywnie :)
    Gratuluję mężowi poczucia humoru ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. A ja a propos kociego relaksu - kiedy się przyglądam kocim wygibusom i temu, jak mój Filemon potrafi znaleźć wygodną lub ciekawą pozycję, to sobie myślę, że te stworzenia wiedzą, jak odpoczywać i jak korzystać z przyjemności!

    OdpowiedzUsuń
  23. Very nice!
    Kisses, from Buenos Aires, Argentina,
    Sandra.

    OdpowiedzUsuń
  24. To witam w Klubie, bo ja też -nawet do najbrudniejszej roboty- nie używam rękawiczek. Tak samo, jak nie potrafię szyć w naparstku :)... Pozdarwaim

    OdpowiedzUsuń
  25. I ja dziękuję jako zamawiająca! Komplecik jest w moich rękach a jutro leci do Włoch do małej Amelki:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Witaj!
    Moja obrączka przed kilku laty spłynęła z brudną wodą do klozetu po ręcznym praniu w misce i przewrotnie mogę powiedzieć, że była to zapowiedź radykalnych zmian w moim życiu i obraz związku. Twój przypadek interpretuję następująco: rozpoczęła się "gorączka złota" w Twoim ogrodzie. Oby to nowe Klondike przyniosło szczęście Twojej rodzinie!

    OdpowiedzUsuń
  27. Agnieszko, moja mama zgubiła kiedyś obrączkę w drewnianej beczce z ogórkami kiszonymi. Fajnie musiało wyglądać jej ,,nurkowanie" w jej poszukiwaniach. Zgubiła ją też w ogródku . Zawsze się w ,,cudowny" sposób odnalazła :) Komplety dziecięce prześliczne , jak zawsze z resztą , dopracowane w każdym calu.

    OdpowiedzUsuń
  28. Mój mąż zagubił obrączkę, więc ropzoczelismy poszukiwania, ale nigdzie jej nie było. Kupilismy zatem nową z tego samego modelu, z tym ze mniejsza i iwtedy ta stara się znalazła w dość kosmicznym miejscu ;)Nio i ma teraz dwie.
    Ja, niestety, też zgubiłam swoją a przez to, że miałam uczulenie na rekach, wciąż swędziały mnie palce (chyba od farb, ale podobnie jak Ty,nie zakładam rękawiczek) więc ją sciągałam non stop. Teraz mam nową z tego samego modelu, ale bez wygrawerowanej sentencji :(
    Agnieszko, bardzo zazdroszczę Ci tych ogródkowych działań! Wierzę, że kiedyś i ja będe mogła cieszyć się takimi wiosenno - letnimi pracami!
    Pozdrawiam serdecznie,
    Jagodzianka.

    OdpowiedzUsuń
  29. Ale ten twój luby to subtelny facet.
    Grunt, że się znalazła. Ja swoją straciłam w zupełnie innych okolicznościach i na razie nie mam nowej - zresztą oboje z mężem nie nosimy, może czas to zmienić przy okazji najbliższej rocznicy ślubu.
    Bardzo ładny komplecik dla Amelki.

    OdpowiedzUsuń
  30. TIENES UN BLOG PRECIOSO Y UNOS TRABAJOS MARAVILLOSOS. ESTE CONJUNTO INFANTIL ES DIVINO.
    ABRAZOS DESDE ESPAÑA.

    OdpowiedzUsuń
  31. Koty nie tylko, że są gumowe... One nade wszytko są prawie tak leniwe jak my. Zadziwiające, bo to one, podobnie do nas, mają niezwykłe poczucie autonomii, godności, taktu. Może dlatego tak wielu ludzi ich nie lubi - u złego bowiem koty złe są, a u dobrego - wylegują się między szczeblinami krzeseł. :-)

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw uśmiech lub słowo krytyki. :)