18 kwi 2009

Kolejny kurs decoupage

Pomyślałam sobie, że po Świętach znajdziecie odrobinę czasu na wyczarowanie wieszaczka dla żeńskiej części rodziny, więc zgodnie z obietnica przerzucam kolejny kurs ze "starego bloga".

Zamiast kupować kolejne EDT lub EDP które najczęściej kończą jako gaz bojowy na mole, zaserwujmy przydatny bibelocik. Każda pani domu ma przecież jakiś ulubiony ciuszek wymagający odpowiedniej oprawy artystycznej. Nie mówię tu o futrze z norek ani innym paltociku, bo owo zakryłoby nasze arcydzieło i cała krwawica poszła by na marne. Sobole więc do wora a na naszym ramiączku wieszamy zwiewną, najlepiej przeźroczystą koszulinę. Gwarantuję, że w takiej oprawie nasz artyzm zostanie doceniony a i "żon" owej pani też się dziełem zainteresuje.

Aby wszyscy byli zadowoleni potrzebne będą:

  1. Wieszak drewniany
  2. Farby akrylowe: tutaj "najpiękniejszy kwiat" akryl Śnieżki oraz Decorfin nr 665 i ciemny róż Rayher 262
  3. Świeca
  4. Motyw dekoracyjny (tutaj papier Decomanii)
  5. Atłasowe wstążki
  6. Lakier akrylowy (tutaj To-Do satynowy)
  7. Drobny papier ścierny
  8. Nożyk z podkładką lub nożyczki
  9. Pędzle
  10. Gąbka do tepowiania
Wieszak dokładnie szlifujemy papierem ściernym i usuwamy pył. Malujemy cały jaśniejszym kolorem za pomocą pędzla lub gąbki. Polecam tą drugą, bo nie zostawia smug i dokładnie pokrywa kolorem całą powierzchnię. Gąbeczką nabieramy niezbyt dużo farby i malujemy wieszak uderzając raz przy razie (tepujemy). Jeśli na powierzchni pozostaną pęcherzyki powietrza, usuniemy je powracając do tego fragmentu gdy farba delikatnie przyschnie.
W czasie kiedy farba schnie, możemy się zabrać za wycinanie obrazków. Każda z nas może wyciąć dowolną ilość dekorów i zakomponować je jak tylko sobie zamarzy. W tym wypadku potraktowałam sprawę klasycznie - duże na środek, na ramiona małe, powtarzające się motywy. W swojej galerii mam zdjęcia przeróżnych wieszaków - nawet w czekoladki i fajki. Zapraszam do oglądania (link po prawej stronie blogu).
Technika postarzania przecierkami
Aby nasz wieszaczek wygladał jak sterany wiarus, trzeba go "postarzyć". Włóczenie końmi odpada - koni coraz mniej. Postaramy się zatem uzyskać podobny efakt domowymi, mniej agresywnymi sposobami.
W tym konkretnym przypadku technikę tą wykorzystałam do postarzenia samych brzegów, ale można tak dekorować duże powierzchnie - nawet meble. Oczywiście wszystko robimy z wyczuciem. Nie chcemy przecież, żeby nasz wieszak decoupage wyglądał jak zabawka nadpobudliwego kota.
Przy doborze kolorów pamiętajmy, że powierzchnia przygotowywana do dekorowania serwetkami nie może być zbyt ciemna - wiekszość motywów wyciętych z serwetek po naklejeniu na ciemne tło stanie się prawie niewidoczna.
Pierwszym krokiem w postarzaniu naszego wieszaczka, będzie pokrycie woskiem miejsc, które mają zachować kolor podkładu. Przecieramy je świecą zgodnie z zasadą, że im mniej wosku tym więcej wierzchniej farby zostanie zachowane po szlifowaniu. Wszędzie tam, gdzie naniesiemy wosk, farba którą pomalujemy przetarcia zejdzie, odsłaniając podkład.
Woskujemy:
Malujemy wosk farbą:
Kiedy farba wyschnie przecieramy ją papierem ściernym - w miarę delikatnie, tak aby usunąć wszystkie ślady wosku ale nie naruszyć farby podkładowej.
Po przeszlifowaniu przystępujemy do naklejania motywów. Jeśli używamy papieru do decoupage, wycięte fragmenty wkładamy do miseczki z wodą. Początkowo papier zwinie się w rulonik, kiedy się rozprostuje wyjmujemy go na papierowy ręcznik i delikatnie osuszamy.
Spodnią stronę obrazka oraz miejsce w którym będziemy go przyklejać smarujemy klejem. Przykładamy dekorację i delikatnie wygładzamy pędzelkiem umoczonym w kleju - tak, aby pozbyć się pęcherzyków powietrza.
Jesli po wyschnięciu okaże się, że w niektórych miejscach obrazek odstał od podłoża, ostrożnie nacinamy "bąbelek" i smarujemy klejem, poczym dociskamy.
Cieniowanie
Cieniowanie jest sprawą bardzo indywidualną. Wkraczamy tutaj w świat nieskończonych możliwości i indywidualizmu każdej z nas. To już malarstwo. Od nas zależy jak poprowadzimy pędzel, jakich kolorów użyjemy i w jakich proporcjach. Czy farbę bedziemy nakładać miękkimi ruchami, czy będziemy ją rozcierać palcem, czy suchym pędzlem. Nie ważne. Róbcie to tak, aby mieć z tego satysfakcje. Tak - aby podobał sie wam efekt końcowy.
Ten wieszak postanowiłam pocieniować dwoma kolorami - do kwiatów delikatny róż, przy listkach - zieleń.
Najpierw rozprowadziłam farbę mieszając odcień podkładowy z ciemniejszym różem i stopniowo nasycając kolor wycieniowałam tło pod płatkami malw.
Następnie, z podkładem zmieszałam kolor zielony i powtórzyłam całą "operację" wokół listków.
Lakierowanie
Wieszak pokryłam 5-cioma warstwami lakieru akrylowego. Po każdych 2 warstwach całość delikatnie szlifujemy bardzo drobnym papierem ściernym, żeby wyrównać powierzchnię i pozbyć się wszędobylskich "farfocli".
No własnie. Co do "farfocli". Nie wiem jak to jest, ale każdej "decoupażystce" spędzają one sen z powiek. Osobiście podejżewam, że zawistne kręgi bliżej nieokreślonej proweniencji specjalnie te nitki i niteczki garsciami do puszek z lakierem sypią.
Na pyłki nie ma rady. Możemy ograniczyć ich ilość lakierując w łazience (wieksza wilgotność powietrza) lub decoupagować wyłącznie na czarno - wtedy szatanów nie widać. Najlepiej jednak zrobić tak, jak z mleczami na trawniku - pokochać.
I tym optymistyczny akcentem kończę na dziś i życzę powodzenia twórczego

12 komentarzy:

  1. Kusik cudny, wieszaczek tez. Ale na miłość... Na czarnym też widać! Biała kudły moich kotów! No widać jak nic. I zawsze się jakiś kudeł przyplącze jak kładę ostatnią warstwę lakieru :O Także tech ostatnich warstw to mam czasem kilkanaście ;D
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Twój kurs czyta się jak super opowiadanie! Wieszaczek jest przeuroczy!
    Przypomniałaś mi, że ja kilka lat temu też machnęłam sobie takowy. Tyle, że mój był już faktycznie stary. To go sobie odnowiłam - postarzając :-D.
    Jak go znajdę, to mu machnę fotkę.

    OdpowiedzUsuń
  3. No nie!Wpadam w kompleksy;o)Wieszak śliczny a kursik profesjonalny.
    Pozdrawiam.
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny kurs, tak mocno zachęcający, że mam ochotę rzucić swoje szmatki i coś "zdekupażować".
    Piszesz tak plastycznie, że aż pędzel i inne akcesoria włażą w rękę :-))))
    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super, ze się Wam podoba. Musiałam od nowa przeładować wszystkie zdjęcia, bo kurs ściągałam z bloxa...i zdjęcia szlag trafił. Jednak bloger jest o wiele lepszy - przynajmniej mogę fotki ładować bezpośrednio z komputera.

    OdpowiedzUsuń
  6. No aż chyba w końcu coś pocieniuję ;-) A farfocli nie pokocham, tymczasem nauczyłam się je olewać...

    OdpowiedzUsuń
  7. Prześliczny wieszaczek:) Taki romantyczny.
    serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja też nie pokocham farfocelków... I potwierdzam słowa Joasi - na czarnym też widać :) Ale podejrzewam, że nie widać na czymś w rodzaju trompe l'oleil :) Właśnie sprawdzam!

    OdpowiedzUsuń
  9. No popatrz. a ja wczoraj byłam w OBI i tam leżały takie wieszaki (nieozdobione). Popatrzyłam i pomyślałam "kto takie duże, drewniane wieszaki jeszcze kupuje?"...i pomyśleć że z takich można wyczarowac coś tak pieknego jak Ty to zrobiłaś. Człowiek się uczy całe życie. Chylę czoła przed Tobą.

    OdpowiedzUsuń
  10. Aga,ja nie wiem co bardziej lubię u Ciebie-pisanie czy ekspozycję :). Jedno i drugie najwyższych lotów. WIeszaczek tak śliczny,że na całe szczeęście nie mieszkam w pobliżu,bo buchnęłabym Ci jak nic. Nawet byś nie zauważyła. Moje "wiekopomne dzieło" pokażę,a jakże! Trzeba ludziom życie umilać,niech się pośmieją. Najpierw jednak czeka mnie formatowanie dysku. Jutro popołudniu zapraszam do siebie,tylko weź ze sobą chusteczki :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo romantyczny do sypialni w sam raz . Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. Piszesz o farfoclach. To jakaś zgroza. Wszędzie to to fruwa. A przy moich 2 psach i 6 recyklingowych (wspaniałe słowo) kotach lata tego dość sporo. Mąż zrobił mi specjalną półkę. Dość wysoko nad ziemią. Kociawki tam nie doskoczą i jakby mniej te czego tam fruwa. :) Nazywam to suszarnią. Jednak sporo papieru ściernego zużywam na wytarcie włosów z lakieru.

    OdpowiedzUsuń

Pozostaw uśmiech lub słowo krytyki. :)