1 kwi 2014

Był sobie Bajarz...

Był sobie bajarz.
Nie taki wielki i sławny, wygłaszający swe baśnie na dworach królewskich i zbierający oklaski upierścienionych dłoni. Ręce jakie mu klaskały pierścionków nie nosiły. Nie miały też delikatnej skóry i wypielęgnowanych paznokci a przecież biły brawo równie gorąco...a może nawet bardziej.
I prawił Bajarz swoje opowieści. Czasem jego głos szemrał jak górski strumień, czasem grzmiał niczym groźna nawałnica. To dziewczęcym śpiewem czule zaświergotał, to stalą miecza o kamień iskrę skrzesał. Snuł historie od których nie tylko dziecięce oczy lśniły, ale i starcowi w spojrzeniu dawny ogień zapłonął a serce mocniej bić zaczęło. Słuchali go wszyscy bojąc się głośniej odetchnąć, by złocistej magii nie spłoszyć, co Bajarza otaczała jak mgła rozmigotana.
Zdarzyło się pewnego razu, że do wsi w której mieszkał Bajarz zawędrował Królewski Herold. Zamaszyście zeskoczywszy z wierzchowca, wyciągnął z podróżnej torby zwój pergaminu i stanąwszy na karczemnych schodach nabrał w płuca potężny haust powietrza.
-Słuchajcie ludziska! -huknął, aż koza zastygła wystraszona, dławiąc się nogawką sołtysowych gaci co je ze sznura ukradła. -Słuchajcie! Słuchajcie! -dudnił herold. -W imieniu miłościwie nam panującego Władcy ogłaszam, że za trzy niedziele, w zamku królewskim rozpocznie się konkurs na stanowisko Nadwornego Bajarza. Każdy mieszkaniec krainy, który na siłach się czuje by w szranki z najznamienitszymi stanąć, winien stawić się o wschodzie słońca przed bramą zamku gdzie zostanie na listę wpisany i do konkursu przyjęty. -herold odgarnął barwne piórko przyszyte do czapki i powiódłszy wzrokiem po zgromadzonych, pergamin zwinął i na powrót do torby schował.
Szum się we wsi zrobił okrutny. Jedni Bajarzowi radzili do stolicy jechać i sił swych spróbować, inni wręcz przeciwnie burczeli, że nie ma czego szukać na królewskim dworze. W końcu do wieśmy poszedł po radę. -Chciałbym bardzo. -westchnął, siadając na przyzbie obok Margoloty. -Ale boję się, że te moje bajki są zbyt proste jak na królewskie komnaty. Gdzie mi do wielkich pisarzy spod których piór opasłe tomiszcza wychodzą.
-Czy fakt istnienia na świecie monumentalnych malowideł umniejsza piękno maleńkiej akwareli? -wieśma mrużąc oczy od wiosennego słońca, leniwie spojrzała na Bajarza.
-To mam jechać?
-Sam powinieneś podjąć decyzję. Jeśli tego właśnie pragniesz, jedź.
Podumał Bajarz, pomyślał nad słowami wieśmy i spakowawszy worek podróżny pojechał na dwór królewski szczęście spróbować. Choć trema ściskała mu gardło stanął do konkursu wraz z tłumem innych, mniej lub bardziej utalentowanych bajarzy. Słuchał baśni o zamorskich krainach, królewnach i skarbach strzeżonych przez smoki. Słuchał o dzielnych rycerzach w stal odzianych i pirackich wyprawach. Od klejnotów na kubrakach poetów i pisarzy ćmiło mu się w oczach a od perfum dam dworu kręciło się w głowie.
W końcu i jego kolej nadeszła. Wspiął się na podium, pokłonił nisko Władcy.
W baśni jaką wybrał nie było księżniczki i smoka ziejącego ogniem. Nie było stosu złota, zazdrośnie ukrytego w jaskini. Nagle, w zamkowej komnacie rozszumiała się Prastara Puszcza, rozdzwoniły, zapachniały dzwonki majowych konwalii. Zaczyrykała wiewiórka zatrzymana przez chwilę w ognistym pędzie dookoła brzozy, zaszczekała lisica wśród czerwonych poziomek. Hen, poniósł się zaśpiew lasu wpleciony w żywiczny dym tańczący nad kominem chaty. W chacie tej mieszkała wieśma o kruczych warkoczach i...
Zamarli wszyscy jak zaczarowani. Zasłuchali się, zapatrzyli oczyma duszy w obrazy, jakie malował przed nimi Bajarz...A potem jakby grom uderzył w komnatę. Gruchnęły owacje, rozbrzmiały oklaski powtarzane zwielokrotnionym echem.
Bajarz wygrał konkurs. Był teraz Królewskim Bajarzem. Nosił płaszcz wyszywany złotą nitką a na piersi czuł ciężar medalionu z labradorytem, symbolem twórczej inspiracji. Tylko z biegiem czasu owa twórcza energia stawała się coraz bardziej ulotna, coraz mniej wyczuwalna. Błąkał się po zamkowych korytarzach szeleszcząc wspaniałą szatą i podzwaniając medalionem. Od czasu do czasu wdrapywał się na szczyt zamkowej wieży i tęsknym wzrokiem patrzył hen, za hałaśliwe stołeczne uliczki, za złociste chusteczki pól tam, gdzie we mgle zielenił się skraj Prastarej Puszczy.
I jego bajki nie były już takie jak dawniej. Przepełniał je smutek. Niegdyś barwne obrazy teraz osnuwała pajęczyna szarości nakrapianej złotem zamkowych komnat.
W końcu Król wezwał Bajarza przed swe oblicze. Z frasunkiem spojrzał na wymizerowaną twarz mężczyzny. -Brakuje ci tu czego? -zapytał. -Może jedzenie ci nie smakuje albo łoże za twarde? Mów śmiało, co ci na sercu leży.
-Władco mój umiłowany. -westchnął Bajarz. -Wszystkiego co bym tylko mógł zamarzyć, mam w bród w twoim zamku. Jadło najprzedniejsze, odzienie z najdelikatniejszych jedwabi, łoże miękkie niczym puch. A jednak magia moich baśni rodziła się daleko stąd, w malachitowym cieniu Prastarej Puszczy, nie między adamaszkowymi kobiercami. Splatałem baśnie z woni ziół dzikich i leśnych kwiatków a nie z ciężkiego aromatu róż z zamkowego ogrodu...
Zasępił się Król, bo serce miał dobre i smutek Bajarza widział a z drugiej strony baśni pragnął jak pragnie wody wędrowiec zabłąkany. Władnym był Bajarza przy sobie zatrzymać choćby siłą ale cóż z tego, skoro jego serce i dusza do innego miejsca należały.
-Wracaj więc do swych stron rodzinnych. -powiedział cicho. -Ale obiecać mi musisz, że w każdy dzień przed pełnią księżyca zjawisz się w moim zamku, by nową baśń opowiedzieć, komnaty puszczańską magią otulić.
Uradował się Bajarz, do nóg Królowi przypadł, obiecując, że prośbę Władcy spełni.
I tak się też stało. Wrócił do wsi na skraju Prastarej Puszczy, gdzie wielką ucztę na cześć jego powrotu wyprawiono. Ze śpiewem, tańcami, stołami uginającymi się od przysmaków. Wieśma, którą tak jak i Smoka zaproszono, podeszła do Bajarza i spojrzawszy mu w rozświetlone szczęściem oczy cichutko szepnęła: -No, to teraz już wiesz, czego pragniesz. 






Obraz znaleziony w sieci. jeśli ktoś zna autora, proszę o info.

8 komentarzy:

  1. Piękna opowieść. I ile prawdy w niej przemycone (jak zawsze zresztą) - wiemy, czego chcemy, kiedy już tego nie mamy. Wielkim szczęściem jest, gdy możemy do tego wrócić. Albo gdy mamy odwagę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)
      Bajarz wróci jeszcze w innej, bardzo długiej baśni, która już powstała i czeka na swoją kolej.

      Usuń
  2. i szczęśliwa kraina która ma mądrego króla

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas by się taki przydał. I król i bajarz :)

      Usuń
  3. jak mądry Król i Bajarz to zawsze życie bajką będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio łatwiej o bajarza niż o dobrego władcę ;)

      Usuń
    2. a mi to się wydaje, że takie zestawienia to nigdy się chyba nie zdarzają, no przynajmniej nie w życiu ;)

      Usuń
    3. Oj. Zdarzają się. Muszą się zdarzać.

      Usuń

Pozostaw uśmiech lub słowo krytyki. :)